Siedzą, knują aż zdecydują. Wszystko dla dobra Polski.

- autor: ortodokspl

Jeszcze w maju wróżyłem, że Platforma ani myśli rządzić niepodzielnie całe 1,5 roku. W mojej ocenie jest to dla tej partii wariant nie do przyjęcia. Oczywiście wówczas opisywane okoliczności już nie istnieją i nie mają znaczenia, ale koncept polegający na maksymalnym skróceniu przestrzeni między wyborem Komorowskiego na prezydenta, a wyborami parlamentarnymi jest zupełnie aktualny.

Ledwie zatem poznaliśmy wyniki wyborów, a już PO wypuściła balon próbny w celu wysondowania nastrojów elektoratu, oraz reakcji pozostałych partii. To zwyczajna taktyka Platformy: najpierw jeden z polityków niby coś „palnie”, potem kilku następnych wypowie się w wariantach od przychylnego, przez pośrednie, po krytyczne i… czekamy. Czekamy na sondaże etc. W zależności od tego jaki będzie ich wynik wystawia się na pierwszy plan tych, którzy wykazali (najpewniej na zlecenie) właściwe reakcje. A to w celu wykazania, że „od początku uważaliśmy ten pomysł za niefortunny, tamten kolega się przejęzyczył”, albo do pójścia za ciosem: „od początku mówiliśmy, że to dobry pomysł”. Platforma nie myśli dziś o tym, od której ustawy zacząć zmiany. Ona myśli o tym jak rozegrać przedterminowe wybory. Wkrótce się dowiemy, czy balon próbny przyniósł dobre czy złe dla PO wieści.

Komu jeszcze może zależeć na wyborach jesienią, a najpóźniej wiosną?

PiS być może chciałoby, ale się boi. Niby Kaczyński osiągnął niezły wynik, ale jednak przegrał. Po drugie od wyniku Kaczyńskiego z II tury trzeba odjąć 10-22% tych, którzy na PiS i tak nie zagłosują (SLD, PSL, drobnica). PiS musi to sobie dokładnie policzyć. Myślę, że i oni siedzą teraz i knują. Jak dojdą do wniosku, że już teraz można odbić parlament to zdecydują się na rozwiązanie Sejmu. Jest jednak silna pokusa, aby dać się Platformie wypalić przez te 500 dni i wtedy ją dobić. Ale jeśli PO rozwiąże Sejm bez pomocy PiS? Wtedy trzeba uderzyć teraz. Jeśli będzie pewne, że PO przeforsuje skrócenie kadencji, to PiS poprze pomysł, a nawet będzie chciało go uprzedzić swoim ruchem.

SLD. Znów na dwoje babka wróżyła. Nie ma żadnej pewności czy poprawili by swój stan posiadania względem dnia dzisiejszego. Ale już nawet uzyskanie podobnego wyniku, co jest prawdopodobne, jest warte zachodu. Zawsze to 4 lata więcej grania swojej gry. Bo za 500 dni po SLD może ślad nie zostać, jeśli PO-PiS zupełnie opanuje politykę (a taki jest trend). SLD może liczyć też na to, że po dezercji PSL wejść do rządu. Tylko po co? Na 500 dni? Bez sensu. Za to po wcześniejszych wyborach to co innego! Zwłaszcza gdyby przepadło PSL.

Właśnie, PSL. To, że ludowcy opuszczą rząd przy pierwszej próbie podjęcia jakichkolwiek reform jest pewne jak nic innego w polityce. Świadomość, że wówczas stracą ileś tam stanowisk w R-ce jest ważna, ale PSL może to poświęcić dla planów bardziej dalekosiężnych, czyli dla trwania przy korycie w innej być może konfiguracji. PSL-owska zagwozdka polega jednak na tym, że nie wiadomo czy przetrwają najbliższe wybory. Kiedyś przecież może nadejść taki dzień, że dostaną np. 4,99% głosów, a wtedy będzie katastrofa. Jeśli z fusów i badań opinii wyjdzie im, że jednak dadzą radę, to może rozwiązanie Sejmu poprą. Ale strach przed porażką może przeważyć. To zresztą odwieczny dylemat PSL w sytuacjach kryzysowych. Mogą się ludowcy pogodzić z byciem w opozycji, ale nie z byciem poza Sejmem.

Wszyscy zatem siedzą i knują. Dla dobra Polski oczywiście. Gdybym miał coś obstawiać to najpewniej wspólną grę PO-SLD na przedterminowe wybory. Może nawet w ramach cichego sojuszu obliczonego na powyborczą koalicję.

Tyle, że nie ma to, drodzy współobywatele, najmniejszego znaczenia. PO-PiS-owe triumfy woli boskiej, albo fałszerstwa wrażych sił (w zależności od tego kto akurat wygrał) są płaczu wartą farsą. Obie strony żyją w przenajświętszym przekonaniu, że ci drudzy to pomioty szatana, a my to prawdziwi patrioci, i że jak już naszość pokona oność, to wola boska i zwycięstwo prawdy.

Obie strony, wraz z przystawkami, są w głębokim błędzie. 15 lat temu też obu stronom wydawało się, że ten drugi to wcielenie zła, a dziś obaj przybijają ze sobą piątki. Być może będzie tak za 15 lat z obecnymi oponentami, bo różnic  między nimi w istocie nie ma. Oczywiście, że pewnymi drobiazgami się różnią, wyolbrzymiając je na użytek mediów i gawiedzi. Ale PO-PiS wspólnie prowadzi nas na skraj gospodarczej przepaści i to jest najważniejsze. Socjalizm w różnych odcieniach bije im z facjat aż do obrzydzenia. Tego nie zmienią żadne wybory. No chyba, że miałyby zmienić na gorsze.

Martwi mnie nie tylko to. Martwi mnie też to, że środowisko wolnościowe jakkolwiek liczne, to nie jest w stanie pokazać swojej siły. Nie jest w stanie się zorganizować i realnie przeciwstawić się coraz większemu zamordyzmowi ekonomicznemu. Jest zupełnie niebywałe, że nie tylko liberalna partia nie jest w stanie osiągnąć progu 3% poparcia, ale że nawet pojedyncze poglądy liberalne nie istnieją w mainstreamowych mediach. Mówienie, że wolność gospodarcza i redukcja socjalu jest dobra traktowane jest jak jakiś przejaw choroby umysłowej. Można najwyżej mówić o obniżeniu podatków, ale to mówi każdy.

Nie wierzę, po prostu nie wierzę, żeby nie dało się zdobyć poparcia 2-3 milionów ludzi dla idei wolnościowych. Niskich podatków przy redukcji zasiłków. Wolności gospodarczej i osobistej. Wiem, że zdecydowana większość woli żyć na cudzy rachunek i nawet uważa to za sprawiedliwe, ale nie wierzę, żeby była to większość tak ogromna jak pokazują to kolejne wybory. Bo jeśli miałoby tak być, to naprawdę pozostaje już tylko emigracja.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: